Jak stałam się złomiarą a potem ,,jubilerką' :)

Jak to się stało, że papier zamieniłam na metal.

Tego bloga założyłam bardzo dawno temu, kiedy z całą rodziną mieszkaliśmy w Irlandii. Szczęśliwy, bezpieczny dom i czas, aby robić to, co od zawsze kochałam, robótki ręczne. Stworzyłam sobie miejsce, gdzie mogłam pokazać to, co czyniłam, i podzielić się swoją pasją z tymi, którzy mieli podobne hobby.

Mąż miał swoje nurkowanie i związane z tym częste wyjazdy, a ja zakopywałam się w pracowni, robiąc różne dziwne rzeczy;) Uczyłam się razem z moimi czytelnikami quillingu, papierowej wikliny, a z czasem publikowałam nawet własne kursy. To były czasy obrazków i słowa pisanego, a nie krótkich filmików, które zawładnęły teraz internetem.

W pewną brzydką czerwcową niedzielę, kiedy mąż był na nurkowaniu, a synowie w pracy ( na szczęście nie mogli pojechać z nim) siedziałam dość spokojna jak nigdy dotąd i zaczęłam pisać post na blogu.

Usłyszałam otwierane drzwi i za chwilę, na schodach zobaczyłam moje dzieci. Mieli dziwne miny, a ja zapytałam, czy rozwalili samochód. Nie odpowiedzieli.

Nigdy tego nie zapomnę, ich wyrazu twarzy i mojego ryku na środku sypialni. Pamiętam, jak podleciałam do ułożonych na krześle ubrań męża i krzyczałam, że trzeba je wyrzucić.

Mój świat rozpadł się na miliony kawałków i wtedy byłam przekonana, że nigdy go nie poskładam.

Dwa dni później napisałam post na blogu. To, co otrzymałam od mojej blogowej społeczności, pamiętam do dzisiaj i jestem im za to wsparcie bardzo wdzięczna. 

Dzisiaj wróciłam pierwszy raz do tego wpisu i chwyciłam się za głowę. Możecie zobaczyć tutaj

 ,,Umarłam w połowie"

Brak wielkich liter, przecinków, jeden ciąg wyrazów...

Każdy mi wtedy mówił, że muszę żyć. Wcale nie musiałam, chłopcy dorośli, ja nie widziałam sensu w dalszej egzystencji, ale jak widać los zdecydował inaczej.

Jeśli dalej oddychałam, to trzeba organizmowi dostarczyć paliwa, a wiadomo, że paliwo nie jest za darmo.

Przejęłam firmę po mężu. To nie było takie proste, bo to typowo męskie zajęcie, skup złomu. Samochód dostawczy i heja po całej Irlandii do klientów, którzy dzwonili, że mają miedziuchę do sprzedania.

Wcześniej jeździłam do sklepu i z powrotem i to osobówką. Gubiłam się poza miastem, bo Irlandia wzdłuż i wszerz jest taka sama. Zostałam złomiarą, zasuwającą wielkim vanem w najmniejsze zadupia Irlandii i czując, że obok siedzi Mariusz i steruje moim ciałem, żebym czuła się bezpiecznie.



Moi znajomi nie mogli uwierzyć w to, co zrobiłam. Wcześniej lekko nieporadna, wisząca na plecach męża, poddająca się jego opiece, a teraz królowa irlandzkich szos, przerzucająca nieraz tony złomu;)

Pokochałam tę robotę tak samo, jak moje papierki.

Po 6 latach zaplanowałam powrót do Polski. Nadchodziły ciężkie czasy, a mnie byłoby coraz trudniej w pojedynkę utrzymać duży dom i siebie.

Miałam już kupiony bilet, a tu nadeszła zaraza i zatrzymała cały świat.


Zostałam z ogromną kupą miedzi i nawet nie wiedziałam, czy dam radę ją sprzedać. Nuda, wyjść nie można, miedź leżąca odłogiem. Coś trzeba wymyślić, żeby nie zwariować.

Zaczęłam plątać miedziane zwoje i zrobiłam obrazki do mieszkania w Polsce;)


Potem powstała rzeźba pod tytułem „To kobieta ciągnie za sznurki”;)) To był mój bunt przeciwko facetom:)))


Niestety nie mogłam narobić 10 obrazków, bo po co mi tyle, więc zaczęłam tym drutem owijać bryłki minerałów, które dostałam od koleżanki.
Zdjęcia bardzo stare i prace ...no cóż, moje pierwsze;)




Na szczęście udało mi się sprzedać miedź i wrócić do Polski w wybranym terminie.

Wiedziałam, że czeka mnie remont i czasu na zabawę nie będzie, ale przezorny zawsze ubezpieczony i na wszelki wypadek przemyciłam trochę złomu do Polski.

Przyszły jesienne wieczory i ja wróciłam do tych drutów. Uczyłam się, próbowałam, eksperymentowałam i nawet znalazły się klientki na kilka naszyjników.
Teraz moje prace są trochę inne





Znowu jestem singielką, próbowałam, ale nie znajdę takiego faceta, jakim był Mariusz. Po co mi nerwy i bujanie się z kimś, kto mnie wkurza i nie wnosi do mojego życia niczego ciekawego😁

Ja już nie jestem tą samą bezbronną Ilonką od Mariusza.

Pozdrowionka dla wszystkich ❣️








I tak zostałam z tą miłością do miedzi i kamieni naturalnych. Czasem mam ochotę zrobić coś innego, ale nie mam czasu, bo hobby zamieniłam w pracę.

Otworzyłam sklep internetowy i trzeba zasuwać, bo jak wspominałam, jak się oddycha, to trzeba jeść.










 


















Komentarze

Popularne posty z tego bloga

umarłam w połowie

Quilling kartka urodzinowa .

WIELKANOCNE WYZWANIE