> To co robię i co lubię: Mój psiak
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mój psiak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mój psiak. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 maja 2013

Papierowa wiklina-kosz z golfem;)

Witam Was kochani;)
Odpoczęłam trochę od komputera i blogera.Wpadłam wczoraj tylko raz,zerknęłam do Was na blogi i poszłam precz;)Jest dobrze,bo to znaczy,że nie jestem uzależniona;)
Cały czas bawię się papierowymi rurkami.Chciałabym wymyślić i zrobić coś innego, niż zwykłe okrągłe lub kwadratowe kosze,ale weny mi brak.
Siadam wiec i robię,bez konkretnej koncepcji.
Tak powstał ten kosz.Robiłam ,robiłam,nawet zakończyłam warkoczem,ale że mam już kosz w tym kształcie ,to zamiast poobcinać końcówki, podniosłam je i dorobiłam  ,,golf'';)
Powiem Wam,że można go wziąć na małe zakupy,bo fajnie i oryginalnie wygląda w ręce.
Kosz z rączką ma 38 cm wysokości.
Mam kiepską białą farbę i rurki brzydko  się załamują co mnie wkurza na maksa.
Koszyk wyplatałam bez wzornika,co tez niestety widać,bo jest lekko krzywawy.
Uwielbiam papierowe kwiaty,więc postanowiłam w miarę opanować sztukę ich tworzenia.Są jeszcze bardzo niedoskonałe,ale moje własne;)
Sory za dwa prawie takie same zdjęcia,ale nie mogłam się zdecydować,które wybrać;)




Od dwóch dni mam w domu dwa psiaki.
W pierwszym dniu miałam niezły sajgon,ale teraz nie jest źle.
Psiaki szaleją na ogródku,więc w tym roku chyba muszę zapomnieć o rabatkach z kwiatami;)
Na szczęście dzisiaj przylatuje mój synuś,więc powinien trochę zapanować nad swoim pupilkiem;)

A to dwa łobuziaki




Dziękuję,że jesteście,bo bez Was to wszystko nie miałoby sensu;))
Pozdrawiam wszystkich cieplutko;)





wtorek, 23 kwietnia 2013

Duży kosz z papierowej wikliny z fikuśnym wiekiem

Dzień dobry wszystkim;)Witam nowe obserwatorki ;)Jest mi tym bardziej miło,że myślałam,że mało kto zagląda na blogi jak wiosna i takie ciepełko za oknem;)W Polsce oczywiście,bo tutaj w Irlandii 12 stopni w cieniu ,więc szału nie ma.Chociaż wczoraj jak spacerowałam z psem ,to zdjęłam nawet kurtkę i śmigałam w samym golfie,uuu to już musiało dogrzać;)
Obiecałam ,że w najbliższym czasie nie będę Was zanudzać okrągłymi koszykami i właściwie słowa dotrzymałam,bo to jest spory kosz na plastik i papier;)Nie chciałam kupować gotowego,więc na zwykłym koszu na odpadki ,wyplotłam ten.
Pewnie Was zadziwię,ale jestem z niego baaardzo zadowolona!!!
Ma 36 cm wysokości i 41 cm średnicy.
Rurki malowałam kawowym kisielkiem ,stąd takie cieniowania.Jeśli pomalujemy kawą rozpuszczalną,rurki będą jednolitego koloru,natomiast jeśli  kawą z mąką,to ta gęsta maź osadzi się z jednej strony rurki,dając taki właśnie efekt.
Mnie się podoba,bo jest taki naturalny.




A teraz chciałabym  zapytać wszystkich posiadaczy czworonogów,czy też mają taki wielki kłopot z zrzucaniem sierści swoich pupilków?
U mnie zaczęła się masakra.Po chałupie latają kłęby białych puchatych kulek i nie wiem jak długo jeszcze.
Zbiorę to wszystko do kupy i zrobię z pierona sweter;))

A dla tych co lubią psy,zdjęcia  mojego Ozzego.
Tak wyglądał  po spacerku w lasku i licznych kąpielach w błotnistych bajorkach;)
Te wielkie spracowane dłonie to nie moje;)



Dziękuję,że zaglądacie i komentujecie;)
Pozdrawiam Was bardzo ciepło;))




środa, 28 listopada 2012

Na smutki spacer krótki;)

Wczoraj na fb koleżanka poinformowała wszystkich znajomych,że ma wielkiego ,,smuta".Starałam się ustawić ją do pionu,przekonywałam,że życie jest piękne a ludzie wspaniali.Oczywiście sama w to szczerze wierzę.Niestety to był chyba ,,smutowy'' wirus,bo dziś dopadł mnie.
Pogoda za oknem piękna,świeci słońce,lekki mrozik a mnie zle.
Podobno na smutki dobrze działa ruch.Zgarnęłam więc męża,zapięłam psa i pojechaliśmy na spacer.
Pojechaliśmy,bo Irlandia to kraj jak ja to nazwałam,,utartych ścieżek''Tutaj chodzi się jak w labiryncie,możesz skręcić,zawrócić,iśc do przodu,ale nie możesz zboczyć np z chodnika.Prawie wszystko jest ogrodzone.My mamy szczęście,bo na końcu naszego osiedla rozpościerają się łąki,które ogrodzone nie są.To jest dopiero fart!Na ,,naszą"osiedlową łąkę schodzą się wszyscy mieszkańcy Trimu(moje miasto) ze swoimi psami.

.Ja też codziennie tam jestem z moim psem Ozzym,ale z racji mojego dzisiejszego smutku potrzebowałam zmiany.Pojechaliśmy więc daleko za miasto do lasu.Las to brzmi dumnie,ale nieważne.Grunt,że były drzewa i około 2 kilometrów ścieżki.
Lubię to miejsce,można się poczuć jak w Polsce.
Tak sobie szłam z mężem po piekielnie zabłoconej dróżce i trochę mnie puściła ta moja melancholia.Pewnie dlatego,że skupiałam się głównie nad utrzymaniem równowagi,żeby się nie poślizgnąć i nie rąbnąć w tą czarną breję.

Psu błoto w niczym nie przeszkadzało i biegał jak oszalały.



                 to ,,nasza"łąka a nad nią jak mawia mój kolega-betonowe niebo


           
                     

                   a to miejsce nazywane  jest dumnie lasem
                                                                                       


             a w tym lesie ruiny,w Irlandii ruiny są wszędzie





przy okazji ogołociłam czerwony krzak z kilku gałązek
coś pokombinuję na święta




Po południu zabrałam się za robienie nowej zielonej mini choinki.Nic mnie tak nie uspokaja,jak moja dłubanina.Choinka zapewne wyląduje w przedpokoju,bo w salonie chyba nie będzie już miejsca;)

Pozdrawiam ;)