umarłam w połowie
nie moge,nie zyje,nie mam tlenu,nie mam powietrza. Pamietam,ze czesto pisalam,pisalam jak bylo mi zle,do Niego. On zawsze byl twardy,zawsze stawial mnie do pionu,rozumial co robie,zgadzal sie na moją samotnie przy biurku.Podobalo mu sie to co robie,kochal mnie najbardziej na świecie,ale kochal tez to zasrane morze i to zasrane nurkowanie. Nie chial umrzec stary i schorowany,kiedyś powiedzial mojemu synowi,ze chce usnac w wodzie. I usnla i mnie zostawil.Czemu teraz???/Miał 45 lat i byl najwspanialszym czlowiekiem na swiecie.On jedyny potrafil mnie pocieszyc,a teraz co? Runelo mi cale życie. Nidgy sie nie zalilam,nigdy nie rozpisywalam sie o moich smutkach,ale teraz musialam. Wydawalo mi sie kiedys jak sie o tym dowiem to umre w sekundzie,ale tak sie nie stalo.Moze wiec jestem silna? Silna na tyle by zyc dalej i nie odbierac moim doroslym dzieciom drugiego rodzica. Ukojeniem sa dla mnie slowa moich dzieci,ktore kochaly ojca nad zycie. To ona zarazil ich swoja pasja. Jeden juz ...