> To co robię i co lubię

Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

czwartek, 17 lipca 2014

Duży kosz z papierowej wikliny

Dzień dobry kochani.
Robię się monotematyczna,ale nie mogę nie zacząć od podziękowań za Wasze cudne komentarze.
Chciałabym podziękować każdemu z osobna,ale nie wiem czy dam radę.

Trudno mi było  uwierzyć w to,że  robótkowanie przyniesie mi ulgę,ale tak się chyba stało.
Miałam dość spokojny tydzień,wpadłam w  rytm pracy,sprzątanie,dłubanie i głowa jakoś zaczęła inaczej funkcjonować.
W dzień jest w miarę spokojnie,ale wieczory ...no cóż,nie będę pisać co się dzieje.

Jak Wam wcześniej mówiłam nie mogłam się skupić na bardziej precyzyjnych pracach,więc postanowiłam powrócić do czegoś,co już wcześniej działało na mnie jak balsam.
Przeprosiłam się z papierową wikliną mimo, że jakiś czas temu się z nią pożegnałam.
Fakt jest też taki,że mój poprzedni kosz na papier i plastik  nie wytrzymał złego traktowania i rozpadł się.
Możecie zobaczyć go tutaj KLIK.
Przepis na malowanie rurek kawą tutaj KLIK
Ten kawowy jest chyba  ładniejszy,ale mnie już taki kolor nie pasuje.
Jestem leń,więc poszłam na łatwiznę i pomalowałam  stare wieczko.Oj bardzo mi się nie chciało robić nowego;)
Zdjęcia nawet podobne zrobiłam





Nienawidzę malować wyplecionego kosza,co niestety w tym przypadku było koniecznością
Perfekcyjny nie jest,ale z daleka niedociągnięć nie widać,a poza tym to kosz na śmieci;)

Kochani zaglądam na Wasze blogi,ale nie zawsze zostawiam po sobie ślad.
Wybaczcie mi,ale moja mózgownica nie działa jeszcze tak jak potrzeba.
Całusy i wielkie uściski.

piątek, 11 lipca 2014

Świecący panel

Dzień dobry kochani.
Myślałam,że najgorsze chwile mam za sobą,ale niestety zaczął się koszmarny czas.
Nie mam na nic siły,nie mogę się na niczym skupić.Próbuję coś robić,ale nic normalnego mi nie wychodzi.
Kiedyś rękodzieło było moją odskocznią od problemów i codzienności,a teraz nie cieszy tak jak dawniej.
Na siłę się za coś biorę,ale wszystko mnie nudzi i odkładam na bok.

Przed tym wszystkim zaplanowaliśmy malowanie mieszkania,więc powoli dorabiałam nowe dodatki.
 Chciałam zrobić panel świetlny,który pokazałam na blogu kursowym klik
W salonie miałam jakieś brzydkie ikeowskie obrazy,które mnie okropnie wkurzały,więc przemalowałam jeden z nich tak,aby pasował do przyszłego koloru salonu.
Kwiatki naszkicowane,tylko wycinać,no niestety...
Nie chciałam go skończyć,bo po co,Mariusz go już nie zobaczy.
W zeszłym tygodniu lekko się otrzepałam i postanowiłam go powycinać.
Niestety nie wyszedł mi starannie,bo myślenie nie takie,skupienie nie takie,ręka nie taka.
Ta łodyga na dole to wielkie przegięcie,ale no trudno.
Panel oczywiście zawiśnie dopiero wtedy,kiedy pomalujemy salon,do tej pory zamieszka w kącie.
Ciężko mi było zrobić zdjęcia,ale sami wiecie jak się foci coś co świeci






Tutaj troszkę trzeba poodsuwać płatki,ale mi się nie chciało
no i ta łodyżka na dole taka rozwalona;(
Spróbuję ja jakoś uszczelnić.


Pierwsze koty za płoty.
Może niedługo uda mi się skończyć klosz do lampki i znów zawitam na blogu.

Kochani zaczęłam Was odwiedzać,ale wybaczcie brak komentarzy.
Mam nadzieję,że i to wkrótce się zmieni i znów zobaczycie moje nazwisko w komentarzach u siebie.

Jeszcze raz dziękuję ,że jesteście;)



niedziela, 6 lipca 2014

Dziękuję

Właściwie to nie wiem co napisać,mam pustkę w głowie,nie bardzo potrafię zebrać myśli ani ułożyć w miarę sensownych zdań.
Musiałam jednak się z Wami skontaktować i BARDZO,BARDZO PODZIĘKOWAĆ ZA KAŻDE SŁOWO OTUCHY.
Kochane moje, nawet nie wiecie jak dużo mi dały Wasze wszystkie słowa.
Komentarze były tak ciepłe,tak piękne,że czytając je wyłam jak dziecko.
Niektóre bardzo osobiste i za te właśnie szczególnie dziękuję,bo pokazały mi,że gdzieś za tą czarna dziurą widać małe światełko.
Pisały do mnie osoby,z którymi wcześniej  nie miałam kontaktu,podtrzymywały na duchu,pytały jak się czuje i oferowały swoja pomoc.

W tę okropną niedzielę mój dom był pełen ludzi.
Oni się nie bali,nie bali się mnie,mojej wariacji,mojego bólu ,byli i trzymali za rękę.Przynosili jedzenie,kosili trawę,siedzieli ze mną cały czas.
To wszystko co się stało,przywróciło mi wiarę w ludzi i obiecałam sobie jedno,że nigdy nikogo nie będę oceniać.

W zeszłym tygodniu czułam się na tyle dobrze,że  wyciągnęłam nawet tamborek i  zaczęłam haftować,ale skupienie się na dość skomplikowanym  wzorze,to dla mnie nie lada wyzwanie.Kot poszedł w odstawkę a ja zaczęłam robić abażur do lampki,który obmyśliłam sobie na 5 minut przed moim końcem świata.
Nie wiem ile czasu zajmie mi jego zrobienie,bo co rusz wpadam w czarna dziurę z której ciężko mi się wydostać,ale wierzę,że prędzej czy później Wam go pokażę.
Mam nadzieję,że kiedyś w pełni tutaj wrócę i mój świat choć w małym procencie będzie normalny.
Mój mąż pełen pasji na pewno by tego chciał.

Całuję Was kochani i jeszcze raz dziękuję.
Danusiu cieszę się,że Cię mam.




poniedziałek, 16 czerwca 2014

umarłam w połowie

nie moge,nie zyje,nie mam tlenu,nie mam powietrza.
Pamietam,ze czesto pisalam,pisalam jak bylo mi zle,do Niego.
On zawsze byl twardy,zawsze stawial mnie do pionu,rozumial co robie,zgadzal sie na moją samotnie przy biurku.Podobalo mu sie to co robie,kochal mnie najbardziej na świecie,ale kochal tez to zasrane morze i to zasrane nurkowanie.
Nie chial umrzec stary i schorowany,kiedyś powiedzial mojemu synowi,ze chce usnac w wodzie.
I usnla i mnie zostawil.Czemu teraz???/Miał 45 lat i byl najwspanialszym czlowiekiem na swiecie.On jedyny potrafil mnie pocieszyc,a teraz co?
Runelo mi cale życie.
Nidgy sie nie zalilam,nigdy nie rozpisywalam sie o moich smutkach,ale teraz musialam.
Wydawalo mi sie kiedys jak sie o tym dowiem to umre w sekundzie,ale tak sie nie stalo.Moze wiec jestem silna?
Silna na tyle by zyc dalej i nie odbierac moim doroslym dzieciom drugiego rodzica.
Ukojeniem sa dla mnie slowa moich dzieci,ktore kochaly ojca nad zycie.
To ona zarazil ich swoja pasja.
Jeden juz nie chce ,drugi chce.
Nie moge uwierzyc w to co robie,ze pisze,ludzie nie powinni  takich spraw wywalac na swiat,ale ja rozypana musze.
Kiedys chcialam pisac bloga jako osobisty pamietnik ,ale balam sie wywlekania emocji i mysli na forum.Teraz musze sie wygadac,pierwszy raz w zyciu,musze.
Wiele razy myslalam jak to bedzie,bo bedac zona nurka,ktory chcial wiecej i wiecej zylam w ciaglym strachu i zawsze w tyle glowy byl ogromny strach,ale tak to nie wygladalo.Myslam,ze zamkne sie w ciemni i umre,ze nie beda mogla spotkac sie z ludzmi.Tak nie bylo.Wczoraj byli ludzie,byli tacy z ktorymi nie widzialam sie dlugo i kocham ich za to ze sie zjawili.
Jako normalny sczesliwy czlowiek potaraktowalabym taki wpisa okropnie i dziwilabym sie,ze ktos jest w stanie.
Mój syn pisal na fb o swoim tacie ,jak bardzo go kochal,bo musial,bo chial,zeby ludzie nas sie nie bali.Boja sie takich osob,niw eidza co zobic,czy zadzwonic,czy nie. Ja mowie, zadzwonic,przyjsc,pogadac,powspominac,poprzytulac.
Nikomu tego nie zycze,ale wiem,ze czlowiek potrzebuje drugiego czlowieka.
Oni wszyscy poplacza,a ja peklam juz na zawsze



sobota, 14 czerwca 2014

Pudełko-organizer z haftowanymi różami

Witam kochani;)
Powiem Wam szczerze,że czuję potworne zmęczenie .
Nie mam ochoty na robótki,na blogowanie,nawet nie chce mi się otworzyć laptopa.
Może to ciepło sprawia,że bardziej mnie ciągnie do ruchu na powietrzu,niż do siedzenia przy biurku i dłubania.
Najprawdopodobniej  zrobię sobie urlop do końca czerwca,bo nie wydalam.
Także nie martwcie się jak nie zobaczycie u siebie mojego komentarza,wrócę jak tylko odpocznę;)
A teraz do rzeczy.
Zamorduję Danusię za jej wyzwaniowe tematy;)
Na początku ucieszyłam się ,że wymyśliła organizer.
Wprawdzie zrobiłam ich ostatnio sporo,ale miałam jeszcze jeden pomysł.
Poprzednie organizery możecie zobaczyć tutaj organizer na mulinę  na długopisy  na nici  na kartki.
W trakcie robienia,1000 razy zmieniałam koncepcję haftu.
Miał  być stumpwork i był,ale coś mi się nie podobało więc zrobiłam  takie przestrzenne różyczki,bo wyglądają delikatniej.
Miał być hardanger,ale po wypraniu stwierdziłam,że nie da się dziada wyprasować,bo nici za grube i żelazko nie dochodzi do materiału.Haft wylądował w koszu,a ja już zmęczona i wkurzona na ten cały organizer,poszłam na łatwiznę,przyklejając materiałowe serduszka.
Koraliczki na szufladki i ufff,odpoczynek;))

Będzie mi pasował do świecznika.
Generalnie zmieniam wystrój salonu i powoli kompletuję dodatki.Będzie słodko,chyba;)





Pracę zgłaszam na wyzwanie u Danusi 
Organizer


Dziękuję,że zaglądacie i piszecie;)
Pozdrawiam cieplutko;)







środa, 4 czerwca 2014

Organizer na przybory do szycia

Dzień dobry;)
Dziękuję Wam kochane za takie piękne komentarze pod moim ostatnim haftowanym przybornikiem;)
Dzięki Waszym komentarzom i wizytom wiem,że prowadzenie tego bloga ma jakiś sens;)

Nie,to nie jest organizer na wyzwanie u Danusi;)Chyba mi na złość zrobiła z tym tematem,bo tyle się ich narobiłam i trzeba myśleć nad następnym;)

Ten przybornik powstał dla wyjątkowej osoby, Kazieńki z bloga mojeprace.blogspot.com
Kiedyś dostałam od niej cudną frywolitkową serwetkę i musiałam się jakoś odwdzięczyć.

Pomyślałam więc o takim pudle na przybory do szycia.





Mam nadzieję,że Kazi się podoba  i coś tam do niego wrzuci;)

Kochani moi ,od dzisiaj,na kursowym blogu,można głosować na najładniejszą pracę wykonaną z papierowej wikliny.

Zachęcam osoby posiadające bloga do oddania głosu na swojego faworyta;)


Dzięki,że jesteście;))
Ściskam wszystkich bardzo ciepło;)

środa, 28 maja 2014

Stumpwork-haftowany przybornik z pudełka po alkoholu

Dobry wieczór lub dzień dobry;)
Robię porządek na biurku.Muszę jakoś ogarnąć ten cały bajzel,który co rusz się na nim tworzy.
Robię to powoli,ale sukcesywnie.
Chcę mieć wszystko w miarę poukładane ,ogarnięte i w jednej tonacji.
Nie wiem czy pamiętacie mój haftowany gazetnik,a raczej kartecznik i moje haftowane pudełko na mulinę,jeśli nie, to zapraszam;)
Teraz musiałam zrobić sobie mały organizer na pędzelki,długopisy ,cyrkiel i takie tam bździnki.
Kolor  podobny do poprzednich prac ,a i haft bardzo podobny do gazetnika.
Uczę się stympworku,czyli haftu przestrzennego i muszę go jakoś i gdzieś wykorzystać;)
Przede mną długa droga do ładnego haftowania,ale jak będę ćwiczyć to i może efekty będą lepsze;)
Listki malutkie i trudno mi było się znimi uporać,znikały w paluchach;)

Hmm a teraz się boję.....Danusi;)
 Danusia uczy się cudnego haftu jakim jest hardanger.
Kiedy zobaczyłam o co chodzi, powiedziałam, że ja mam swój stumpwork,a ten cały hardanger nie dla mnie ,że za trudny i nie będę;)
No ale kiedy zobaczyłam  hardangerowe pudełko Danusi,no nie mogłam się oprzeć i spróbowałam;)
Kochana sorki,ale byłaś dla mnie inspiracją;))
Zrobiłam dwa maleńkie elementy,które wylądowały z boku organizera.
Miałam wielki kłopot z wyprasowaniem tego haftu  i z równym jego ułożeniem.

Znów się rozpisałam,wybaczcie,zapraszam do oglądania;)


do szału doprowadzają mnie te małe białe placuszki.
Na żywo nie widać,ale tutaj na zdjęciach okrutnie;(

 Niestety nitki ,,pływają'' nic nie jest równe;(


A tutaj mój biurkowy komplet

I to wszystko;)


Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za każde pozostawione słowo;)
Bez Waszych wizyt i komentarzy,to wszystko nie miałoby sensu;)