> To co robię i co lubię

Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

czwartek, 21 sierpnia 2014

Papierowa wiklina-zamykany kosz w stylu vintage

Dzień dobry;)
Dzisiaj będzie bez marudzenia i bez zbędnego gadania.
Pewnie niektórzy z Was,widząc kosz na pulpicie  powiedzieli,,ale to już było'' i mieli rację;)
Tutaj jest prototyp KLIK
Ten kosz został zamówiony jeszcze zimą,ale ponieważ ja miałam wstręt do papierowej wikliny,nie mogłam się za niego zabrać.
Osoba dla której kosz powstał, okazała się bardzo cierpliwa i czekała tyle miesięcy.
Ten różni się od poprzedniego wielkością obrazka i chyba starannością wykonania.
Rurki mi oczywiście uciekły,ale już nie wiem co robić,żeby stały jak drut;(
Może to wina mojego krzywego spojrzenia:)

Miało być bez gadania,więc zapraszam do oglądania;)
Koronki wydziergane na szydełku.





Teraz pokaże Wam na jaki wpadłam pomysł,aby wzmocnić kosz.
Ten mój fioletowy z poprzedniego posta KLIK,
będzie koszem na dość ciężkie szpargały i musi być sztywny i mocny i nie może się wyginać przy wyciąganiu z półki.
Nie chciałam go paprać farbą dla wzmocnienia,więc okleiłam w środku ręcznikiem papierowym.
Powiem Wam,że dużo to dało,a  jak podeschnie dołożę jeszcze warstwę i pomaluję na kolor kosza.
Będzie nie do zniszczenia.
Podzielę się efektem końcowym.


Dziękuję za Wasze wizyty i za przemiłe słowa.
Fajnie,że jesteście;))
Buziaki dla wszystkich.



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

3 koszyki z papierowej wikliny-koronka rumuńska i wełniane łańcuszki

Dzień dobry;)
Kochane moje dziewczyny,bardzo Wam dziękuję za komentarze pod ostatnim postem.
Nawet nie macie pojęcia jak budujące są wszystkie Wasze słowa.

W sobotę poczyniliśmy z synami milowy krok,pojechaliśmy na nurki.
Moi chłopcy chcieli zanurkować z przyjaciółmi mojego Mariusza,a ja oczywiście byłam jedynie osobą towarzyszącą.
Niestety nad oceanem nie było warunków i pojechaliśmy na kamieniołom,gdzie nurkowali i ćwiczyli prawie co tydzień.Czułam się dziwnie,ale nie tragicznie.
Nigdy tam nie byłam, więc w  głowie nie miałam żadnych obrazów związanych z moim mężem i o tyle było mi łatwiej.
Niestety w drodze powrotnej rozsypałam się na 1000 kawałków.
Oby do poniedziałku,wtedy zawsze jest lepiej.
Powiem Wam ,że przez lata  nikt nie mógł  mnie zmusić ani zachęcić do zanurkowania,a teraz przeleciała mi myśl,że może kiedyś spróbuję,tak dla niego.
Może faktycznie jestem wariatką...

Znów musiałam się ciut wygadać,ale już nie tak smętnie;)

Ostatnio odkryłam coś pięknego,a mianowicie koronkę rumuńską.
Musiałam spróbować jak i czym to się je i powstał taki jakiś mały element.
Jaki jest każdy widzi,ale jest to moja pierwsza praca w tej technice.
Koszyk zrobiłam tylko jako dodatek do koronki;)
Oj mam wielki problem z wypleceniem  koszyka w tych rozmiarach.Zrobiłam już 4 (moje dzieciaki zażyczyły sobie kilka)  i każdy jest gorszy od poprzedniego.Krzywy jak nie wiem co,rurki uciekają,no jakaś masakra.
Jest mały,więc może to dlatego.
Miałam go nawet nie pokazywać,ale co tam,nie zawsze wszystko wychodzi super;)
No to teraz zobaczcie;)



Takie koszyki powstały dla moich ,,dzieciaków"
Stoją na półce,a ja nie będę włazić im do pokoju i robić zdjęć,pokażę więc tylko jeden.


a ten  powstał ,ponieważ muszę powymieniać swoje stare koszyki,które leżą w kanciapce.
Przeraża mnie to,ze muszę ich zrobić aż 6.
Wykorzystałam tutaj łańcuszki zrobione z grubej wełny.
Jak widzicie wykończenie nie jest zbyt estetyczne,ale  trwałe,proste i szybkie do zrobienia ,a przy takiej ilości muszę sobie ułatwiać robotę.


Śmiałam się dzisiaj z Danusi,że długaśne posty pisze,a ja sama napisałam opowiadanie;)
Dziękuję Wam kochani za obecność i każde słowo.
Powoli staram się odwiedzać Wasze blogi;)
Miłego tygodnia Wam życzę;)


środa, 13 sierpnia 2014

Czarno-biały kosz z papierowej wikliny,czyli Cykliczne Kolorki u Danutki i sowa od Mariwon

Witajcie kochane.
Jak widzicie trochę mnie tutaj mało i  nie mówię nawet o postach,jak o odwiedzaniu Waszych blogów.
To nie jest tak,że nie zaglądam wcale,ale przyznaję bez bicia,że nie mam siły na pisanie komentarzy.
Zaczął się u mnie koszmarny czas,tak naprawdę  wszystko do mnie dotarło,adrenalina puściła i chwycił rozdzierający ból.
Bałam się,że to nie minie,że mój organizm nie wytrzyma takiego napięcia,ale na szczęście powolutku wraca jako taki spokój.
Ostatnio ,po 2 miesiącach, obejrzałam zdjęcia Mariusza.Bolało jak diabli,ale musiałam się z tym zmierzyć,musiałam sobie przypomnieć jak wyglądał.
Przybyło mi obowiązków,muszę zając się tym,czym zajmował się mój mąż.
Latam,załatwiam sprawy urzędowe,próbuję utrzymać firmę,a to nie jest łatwe,bo piętrzą się problemy.
Mam nadzieję,że mnie to nie wykończy i zaznam spokoju.

Żeby nie zwariować próbuję coś robić .Nie idzie mi to tak łatwo jak dawniej,ale dobrze,że mam te swoje robótki.
Danusia na swoim blogu zorganizowała zabawę w kolory
Odpuściłam sobie gazetnik,ale tym razem chciałam coś wymodzić.
Wymodziłam koszyk.
Kolorem sierpnia jest czerń.Ja wybrałam zebrę( zapraszam do Danusi,a dowiecie się o co z tą zebrą chodzi)
Na wieczku przykleiłam szydełkowy motyw,a ponieważ kolor kordonka bardzo różnił się od koloru rurek,pomalowałam go farbą.
Koszyk jest spory,wyplatany na wiadrze;)
Długość 34 cm
Wysokość 14 cm



Lubię kolor czarny,ale teraz kojarzy mi się z jednym,mimo,że żałobę trzymam w sercu.

a to banerek zabawy

Dzisiaj znów się rozryczałam,a to za sprawą Martusi .
Martuchna moja kochana zrobiła mi taka niespodziankę,że aż siadłam z wrażenia i zaczęłam beczeć.
Najpiękniejsza sowa na świecie jest tylko moja;)
Teraz widzę,jaką mistrzynią szydełka jest Mariwon.
Zobaczcie sami i odwiedźcie koniecznie jej bloga,bo ona szaleje nie tylko z szydełkiem.


Czekoladki zjadłam,a mulinki poczekają na kanwę.
Dzięki Martusia;)

Kochane wybaczcie mi te moje smutasy na wstępie,ale musiałam.

Ściskam Was bardzo mocno.

środa, 6 sierpnia 2014

Papierowa wiklina-koszyk z materiałowymi wstawkami

Dzień dobry.
Dziękuję Wam kochani za obecność i za wszystkie słowa,jakie tutaj zostawiacie.
Dzisiaj będzie krótko,bo coś mi ostatnio nie bardzo i nawet nie mam głowy do budowania sensownych zdań.

Zrobiłam  słodko-pierdzący koszyk z cyklu ,,różyczkowo''
Mam nadzieję,że remont salonu wkrótce nastąpi i koszyk będzie jak znalazł.
Moi chłopcy odnowili sobie pokoje,a stara matka dalej tkwi w jakimś beznadziejnym dziwnym kolorze ścian.

Sam pomysł na koszyk bardzo mi się podoba,chociaż rurki nie chciały ze mną współpracować.
Zrobię jeszcze jeden w tym stylu,ale inaczej wstawię materiał.
Co tu gadać,zobaczcie sami.
Zdjęcia wołają o pomstę do nieba,ale to już u mnie standard,nie jestem fotografem i już;)





Teraz zabieram się za porządki w domu.
Mój pies zaczął gubić sierść i cała podłoga usłana jest białymi kłębuszkami.
Alergikom wstęp wzbroniony;)

Super,że jesteście;)
Uściski ;)


piątek, 1 sierpnia 2014

Prostokątny kosz z papierowej wikliny,objaśnienie splotów i kilka rad.

Dzień dobry kochani.
Miało nie być koszyka,ale jakieś resztki gazet się jeszcze znalazły,więc poskręcałam kilka rurek i zrobiłam taki prosty.
Koszyk ma już nową właścicielkę,a to najważniejsze.

Kochani prosiliście mnie w komentarzach o kursik na sploty których użyłam w ostatnim i  przedostatnim koszyku.
Bardzo chciałam i tak właściwie to ten koszyk powstał z tegoż właśnie powodu,ale robiłam go wieczorem,nie miałam weny do fotografowania każdego kroku i opisywania go,więc tylko pokrótce wytłumaczę co i jak.
Te wszystkie splot znacie na pewno, to tylko kwestia ich połączenia.

Pytaliście mnie także o moje kanciaste rogi w koszykach.
Według mnie kanciaste i równe nie są,ale też nie sa najgorsze,więc powiem co robię.

Pytaliście mnie też o farby ,które mogę polecić.
Na ten temat rozpisałam się tutaj KLIK.
Znajdziecie tam też króciutki filmik jak wyplatam splotem ósemkowym i co  robię,żeby rurki w miarę ładnie wyglądały.

Do koszyka uszyłam moją pierwszą wyściółkę.
Dawno temu powstał  prostokątny  kosz z wyściółką,ale robioną na drutach KLIK

A teraz czas na zdjęcia.



Kanciaste rogi koszyka
Właściwie to nie czuję się ekspertem od wyplatania ,ale co mogę to podpowiem;)
Bardzo ważne jest pudełko na którym wyplatamy.
Musi być mocne i mieć mocne wyraźne boki,bo bez tego pudło podczas wyplatania nam się zniekształca i powstają nierówności.
Ja nie jestem do końca zadowolona z tych moich rogów,a to dowodzi jednemu,że łatwo powiedzieć;)
Musimy mocno naciągać rurki na rogach pudełka.
U mnie niestety stało się tak,że rurka kończyła mi się właśnie na rogu i nie bardzo mogłam z nią poszaleć.
Musimy cały czas kręcić naszym koszem tak,aby zawsze mieć prosto przed oczami rurkę osnowy,którą nazwijmy to, przerabiamy.
Zerkamy czy stoi prosto(ja mam źle dobrane cylindry i wszystko mam krzywe,wiec wybaczcie)
Podczas oplatania rogów ustawmy sobie kosz tak,aby narożną rurkę osnowy mieć  bezpośrednio  przed oczami i starajmy się ją trzymać prosto wzdłuż rogu pudła.
Lewa  ręka trzyma osnowę, a prawa ciągnie  rurkę.


Teraz sploty,które wykorzystałam


Ósemkowy trzema rurkami
Tutaj 3 idzie nad 2 i 1 i wchodzi  za 4
Każda kolejna rurka idzie nad dwoma poprzednimi i wchodzi za osnowę.


Ósemkowy odwrócony trzema rurkami.
Rurka numer 3 musi iść pod poprzednie rurki,czyli dwie podnosimy do góry i wkładamy za osnowę.




Teraz 1 pójdzie pod 3 i 2 za rurkę osnowy
no tak,tutaj sa dwie 3 sorki;)


Możemy kombinować z tymi najprostszymi splotami do woli,dzięki temu nasz kosz nie będzie nudny.
Kochane,nic  więcej nie jestem w stanie Wam pokazać, nie mam formy do dokładnych kursów.
Mam nadzieję,że cokolwiek zrozumieliście.
Jeśli macie pytania,to walcie śmiało.

Na Wasze blogi wdepnę później,gdyż właśnie zbieram się do endokrynologa.
Moja tarczyca zgłupiała i oszalała po tym wszystkim.
Mam nadzieję,że lekarka nie wywali mnie z gabinetu za ostatnią awanturę jaką  urządziłam będąc na badaniach.
Oj nie jestem taka święta,a właściwie jestem,ale dopóki mnie ktoś poważnie nie wkurzy;)
Buziaki ogromniaste ,dzięki że jesteście;) 

poniedziałek, 28 lipca 2014

Duży prostokątny kosz z papierowej wikliny

Dzień dobry.
Dzisiaj chciałabym Wam  pokazać mój nowy kosz na bieliznę.
Nie jest wielki,ale do mojej łazienki jest w sam raz,a i dla mnie samej wystarczy.
Kosz nie jest wypleciony z białych rurek,bo właśnie brakło mi gazet i kręciłam z całości ,a nie tylko z brzegów.Uparłam się na biel,a moja biała farba jest obrzydliwa i źle się wyplata pomalowanymi nią rurkami.
Troszkę pomaga dodanie do farby,która nie jest ani silikonowa ani akrylowa, kleju z mąki.
Farba trochę mniej się  kruszy,choć rurki i tak nie są wystarczająco elastyczne i brzydko się załamują.
Na to też znalazłam sposób,a mianowicie leciusieńko  spryskuję je wodą.
Robiłam wszystko,żeby nie malować gotowego kosza,bo jak wiecie moje plecionki muszą mieć dziury i nie mogą być zapaćkane farbą.
Kocham ostatnio róże i wykorzystuję je gdzie się da,więc i w tym koszu nie mogło ich zabraknąć.
Wieczko jest więc z różyczkowego materiału.
Jestem zadowolona,bo tak własnie go sobie wyobrażałam.
Trudno jest wyplatać na pudle,które nie jest idealnie kanciaste,bo i kosz idealnie kanciasty nie wyjdzie.
Już patrzę z uśmieszkiem na moją szafkę z szufladkami,która przy następnym koszu posłuży mi jako wzornik;)

Wysokość kosza to 47 cm
Wieko 41 cm / 32 cm
Miałam problem ze zdjęciami,szaro się zrobiło w Irlandii i może stąd ten problem.



.

Tutaj dla porównania moje dwa ostatnie twory.
Pytałyście o rozmiary poprzedniego i jak widać jest ciut wyższy ,ma 52 cm.


Brakło mi gazet,więc plecionek nie będzie,ale chyba zrobię jakiś mały gazetnik na wyzwanie u Danusi.
Trzeba walczyć do końca;)

A  na koniec zapytam Was,czy też macie problem z obserwowaniem niektórych blogów?
Często jest tak,że nie pojawiają mi się nowe posty i dopiero kiedy przez przypadek  trafię na danego bloga,wszystko wraca do normy.
Nie wiem czemu tak się dzieje.

Kochani dziękuję Wam za Waszą obecność i przemiłe komentarze.
Buziaki dla wszystkich ;))

środa, 23 lipca 2014

Przypomnienie moich wczesniejszych prac,czyli wracam do papierowej wikliny

Witam kochani.
Rzadko zdarza mi się pisać posty bez nowej pracy,ale stęskniłam się za Wami i postanowiłam coś tam naskrobać;)
Jak widzicie czuje się już lepiej,bo pojawiają się nawet uśmieszki i uwierzcie,że nie tylko na blogu.
Potrafię się już śmiać,choć płaczu też jest sporo,na szczęście  fizyczny ból już mniejszy.
Jedno wiem,silna ze mnie baba i już.

Zauważyłam,ze niektórzy z Was zdziwili się,że wyplatam z papierowej wikliny,więc postanowiłam pokazać w skrócie to co już powstało.
Pomysł (genialny zresztą ) zapożyczyłam od Danutki,która postanowiła podsumować swoje blogowanie i pokazuje kolaże z pracami,które dotychczas zrobiła.

Właściwie jest też drugi powód,dla którego  powstał dzisiejszy post,a mianowicie Siódemkowe wyzwanie u Danutki, w którym ostatnim tematem był gazetnik.
Nie wzięłam udziału w tym etapie,bo gazetniki robiłam już  wcześniej,a jeden z nich powstał  na początku mojego blogowania.
Był to gazetnik z papierowej wikliny i wyglądał tak



Z wikliny powstały także inne stworki,jedne wyplatane,drugie bez wyplatania.
Powstały też  mebelki, torebki i dziwne koszyki.
Powróciłam do wikliny papierowej,ale takich dziwactw już nie będzie.
Muszę zrobić kilka koszyków,ale to będą prace bardziej stonowane.
Popatrzcie,a jeśli chcecie dokładniej pooglądać,to zapraszam do etykiety,,Papierowa wiklina''

Tutaj zestaw koszyków.
Nie wstawiłam wszystkich,bo nie chciałam zbytnio nadziubdziać;)


A tutaj kilka innych prac z wykorzystaniem papierowych rurek.


 A teraz idę pooglądać Wasze prace i zabieram się za wyplatanie.
Nie za bardzo mi się chce,bo nie przepadam za robieniem drugi raz tej samej pracy,ale jak mus to mus;)

Dziękuję kochani,że jesteście i ściskam Was bardzo mocno;)