> To co robię i co lubię

Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

wtorek, 30 września 2014

Quillingowe serce i róża z krepiny czyli wyzwanie u Danusi

Dzień dobry.
Myślałam,że nie zrobię nic na wyzwanie Cykliczne kolorki u Danutki,ale pod wpływem nacisków dałam radę;))
Quillingowe serduszko na szybko robione,takie trochę biedne i róża z krepiny.
Róża jest chyba bardziej w malinowym kolorze,ale dysponuję tylko taką krepą.

Nie mam weny do gadania,więc zapraszam do oglądania;)


Zdjęcia czerwonych prac to jakiś koszmar,co rusz wychodzą inaczej i nijak nie maja się do rzeczywistości;((


Listki w tej róży nie są zrobione w krepy a z bibuły.
Dużo gorzej mi się je robiło ze względu na gęstośc bibuły.
Krepa wygląda fajniej.






Bardzo lubię kolor czerwony,ale na sobie;)
Lubię ubrania w czerwieni,usta w czerwonym kolorze i czerwone paznokcie.
Jeśli chodzi o robótki,to chyba nieszczególnie .
Czerwień jako mały  dodatek tak,ale w większej ilości to chyba tylko na Boże Narodzenie.

Dziękuję ,że jesteście,dziękuję za każde słowo tutaj zostawione;)





niedziela, 28 września 2014

Papierowa wiklina-jesienny kosz z rączką

Witam wszystkich bardzo ciepło;)
Nie mogę się ostatnio wyrobić,pozaczynałam kilka prac i nie mam kiedy ich wykończyć.
Wczoraj cały dzień w trasie,jak wyruszyłam o 8 to wróciłam o 22.
Super dzień,ale niestety wieczór koszmarny.
Nawet najfajniejsze spotkania odchorowuję w domu.

Dobra,miałam nie marudzić,więc przechodzę do rzeczy,a mianowicie do koszyka.
Duży koszyk na jesienne skarby,albo na owoce lub warzywa.
O tej porze roku znajduje się na nim malutki akcent jesieni,ale potem można zmienić (odkleić) ozdobę i przykleić na przykład kwiatki,albo suszone plasterki pomarańczy.

Kosz pomalowałam lakierem bezbarwnym,ale niestety nie mogłam znieść tego widoku i zamalowałam farbą.No nie lubię takich świecących koszy i już.
Pozytyw jest taki,że kosz jest usztywniony lakierem,ale się nie błyszczy;)
Zastanawiałam się czy go nie przetrzeć.Miałby bardziej sielski wygląd,ale to można zrobić zawsze,a nie  każdemu pasuje taki styl.

koniec gadania,zapraszam do oglądania;)






Teraz lecę pooglądać Wasze nowe dzieła;)
Dziękuję,że jesteście,bo bez Was to wszystko nie miałoby sensu;)

Buziaki

wtorek, 23 września 2014

Papierowa wiklina-koszyczek z haftowanym wieczkiem

Dzień dobry;)
Dzisiaj bardzo krótki pościk,bez gadania i bez marudzenia.
W zeszłym tygodniu musiałam zrobić koszyczek na urodzinowy prezent i miałam wielki problem,bo niestety dopadło mnie to zapalenie stawu.Bałam się,że nie dam rady,ale jakoś mi się udało.
Nie ma żadnych koronek,bo trzymanie szydełka było niemożliwe.
Nie lubię wyplatać białych koszyków,bo nigdy nie wychodzą mi takie jakbym chciała.
Białe farby to jakiś koszmar,rurki za pierona nie chcą się ładnie układać i dlatego po wypleceniu ,mimo,że tego nie lubię,musiałam zapaćkać szpary farbą.Trochę się to wszystko wyrównało;)
Na wieczku hafcik z różyczką,a na serduszku napis,który niestety pod nawałem wzoru ciut zniknął.

Mam tylko 2 zdjęcia,bo robiłam je w biegu,na kilka minut przed oddaniem koszyka nowej właścicielce.
Jakość niestety też jest do kitu.




Dzięki,że jesteście;))
Miłego dnia wszystkim życzę i masy słonka;)




sobota, 20 września 2014

Róże z liści kukurydzy w niby parasolce z papierowej wikliny

Witam cieplutko;)
Cieszę się,że nowe osoby dołączyły do grona obserwatorów;)
Kochani jak nie urok to ból głowy.
Dopadło mnie zapalenie stawu barkowego i tak strasznie dokucza,że wyć się chce,ba, nie tylko się chce,ale się wyje;(
No jakaś masakra po prostu.Mało że boli przy najmniejszym ruchu,to boli jak pieron nawet jak nie ruszam.
Mam tyle do zrobienia,a tu doopka,nie da się.
Nie siedzę nawet na kompie,bo pisać też się nie da.
Dzisiaj musiałam się nafaszerować tabletami,bo zaraz wyruszam potworem w trasę i muszę dać radę.

Pomarudziłam jak zwykle,a teraz pokażę Wam co zrobiłam jakiś czas temu.
Koleżanka okradła Tesco ze wszystkich liści kukurydzy i mnie nimi obdarowała.
Jak liście były świeże to różyczki robiło się łatwo,potem zrobiłam błąd bo je ponaciągałam i wysuszyłam.Oj łatwo już nie było.
Parasolkę robiłam pierwszy raz i jak widać nie jest to dzieło pierwszych lotów;)
Nie ma rączki,ani dodatków,bo musiałam zrobić urodzinowy koszyczek,a potem zaniemogłam i prawdę mówiąc nie mam juz serca na dopieszczanie tego,co i tak szczególnie nie wygląda;)

Zobaczcie sami.
Próbowałam cos tam dodać,ale efekt niezbyt mi się podoba,więc wszystko co zbędne wywaliłam i zostawiłam same różyczki.
Jak zobaczyłam zdjęcia,to chyba zaczęła mi się podobać wersja pierwsza;)


Przyznaje się,że w biegu przyklejałam koronkę,właściwie tak tylko do zdjęcia;)



Dziękuję Wam kochani za obecność i za komentarze.
Obiecuję,że nadrobię zaległości;)

Całuchy;)

niedziela, 14 września 2014

Jesienny koszyk z papierowej wikliny z quillingowym wieczkiem

Dzień dobry;)
Kochani bardzo dziękuję za wszystkie piękne słowa dotyczące mojego koszyczka z różami.
Mam zamówienie na dwa następne co cieszy ogromnie,ale z drugiej strony przeraża mnie myśl,że znowu tyle czasu spędzę przy robieniu takich samych róż;)

Dzisiaj coś wiklinowego i quillingowego.
Chciałam zrobić koszyko-świecznik,ale sama nie wiedziałam,czy to dobry pomysł.
Ostatecznie zrezygnowałam z dodania świeczki na wieczku.
Jak to u mnie bywa,nie miałam żadnego planu ani projektu na quillingowy motyw.
Tak sobie zwijałam i potem poukładałam ,żeby jako tako wyglądało.
Zobaczcie i oceńcie sami.
Koszyk malowany kawą,bez dodania mąki.
Widać różnicę w kolorze i to nie chodzi nawet o nasycenie,a o jednolitość.
Kiedy dodamy maki,rurki mają różne odcienie,a tutaj jest jednolity kolor.






Biegnę kochani,bo dzisiaj znów wyruszam w trasę.
Ostatnio spędziłam 10 godzin za kółkiem mojego potwora i wróciłam bardzo zmęczona,ale zadowolona ;)
Przeszłam niezłą szkołę jazdy,po ciemku,po masakrycznych zakrętach,po wąskich uliczkach  i po ciasnych miastach.
Ktoś kto mieszka w Irlandii ,wie o czym mówię;)

Pozdrawiam Was cieplutko i obiecuję,że jutro Was wszystkich odwiedzę.


czwartek, 11 września 2014

Kosz z różami z krepiny

Witam kochani;)
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze.
Trochę mi głupio,bo mało mnie ostatnio u Was na blogach,ale muszę ogarnąć teraz rzeczy,których wcześniej ogarniać nie musiałam,muszę robić  to,co należało do mnie i to,co należało do mojego męża.Oprócz tego muszę zrobić rzeczy na zamówienie.
Doby mi brakuje.

Skończyłam kosz z kwiatami i przyznam się,że gdybym musiała zrobić jeszcze kilka róż,to bym nie wytrzymała.
Czułam się jak świstak,który zawija papierki;)
Ja jestem chyba dziwna,bo mnie się bardziej podobała wersja róży w szklance,moim zdaniem wyglądały bardziej naturalnie.
Miał być kosz,to jest.
Jestem niedoświadczoną florystką,więc kompozycja,a właściwie sposób powtykania kwiatów nie jest profesjonalny.
Pewnie nie muszę Wam mówić,że na żywo wygląda to duuuużo lepiej.
Ogólnie  jestem zadowolona z mojego debiutu;)
Nic nie dodałam do róż,bo nie chciałam przesadzić,przewalić.Mnie się taka skromność podoba.
Róże są różne,ale to już tłumaczyłam w poprzednim poście;)
Nie gadam więcej,bo szkoda czasu na pierdoły,zobaczcie sami;))





Biegnę kochani,bo najprawdopodobniej czeka mnie dzisiaj cały dzień w trasie.
Trzymajcie kciuki,żebym to wytrzymała;))
Buziam Was cieplutko;)


poniedziałek, 8 września 2014

Róże z krepy ,koszyczek z papierowej wikliny i ja. kierowca samochodu dostawczego;))

Dzień dobry kochani.
Zacznę od tyłu,czyli od czegoś,co przez ostatnie tygodnie spędzało mi sen z powiek,a co wreszcie udało mi się załatwić.
Otóż zostałam następczynią mojego męża w interesie;))
Nie wyobrażałam sobie,że zrezygnuję z tego,czym on zajmował się przez ostatnie 7 lat.
Początkowo planowaliśmy,że to mój syn będzie jeździł vanem,no bo wiadomo,facet.
Niestety okazało się,że mój syn jest za młody,że nie chcą na niego ubezpieczyć samochodu,a jak ktoś już chciał,to podał taką cenę,że klękajcie narody.
Wszyscy popatrzeli na mnie ,,mama sorki,musisz ty''
Zwariowali,ja i van,nigdy w życiu!!!
Mnie frajdy nie przynosi jazda osobówka,a co dopiero wielgaśnym dostawczakiem.
Potem okazało się,że nie mam wyjścia i muszę spróbować.
Znowu problem z ubezpieczycielem,.brak doświadczenia,niech pani spada''
Byłam załamana,bo chcę a nie mogę.
Jednak się udało;)))))
Piątek to był najszczęśliwszy dzień od 3 miesięcy;)
Ubezpieczenie jest,ale jak tu jechać taką kolubryną?!
Wejście do auta było dla mnie bardzo ciężkie,bo wcześniej nie miałam nawet odwagi do niego zerknąć,a teraz siedziałam na miejscu mojego Mariusza.
Jestem przekonana,że on był ze mną w tym aucie ,bo odpaliłam i pojechałam lekko jak motylek z prawie dwutonowym obciążeniem;)))
Kochani nie macie pojęcia jaka jestem z siebie dumna ,jaka jestem zadowolona i szczęśliwa,że zrobiłam coś,co do niedawna wydawało mi się niemożliwe do zrobienia.
Pewnie pomyślicie sobie,,cieszy się jakby została dyrektorem banku''ale dla mnie to milowy krok i coś bardzo ważnego.
Wiele z osób,które mnie znają, nie sądziło,że jestem taka silna i że sobie poradzę,fajnie teraz pokazać,,a jednak mogę''

Oki wychwaliłam się bo musiałam,a teraz moje tworki.
U mnie z krepiną,to było jak z tym vanem,,nigdy w życiu'';)
Potrzeba jednak popchnęła mnie do tego materiału i jestem zadowolona .
Dalej obstaję przy swoim i powiem,że róże cukierkowe hmmm no nie bardzo,ale płatkowe i owszem;)
Bardzo dziękuję Agnieszce za kursik,za kupno krepy i za to,że u niej zobaczyłam piękne bukiety.
Korzystałam z kursu Agnieszki,ale część kwiatków zrobiłam po swojemu.Jak zobaczycie,co jeden kwiat to z innej parafii.
Kwiatki wylądują w koszu( znaczy bukiet będzie w koszu;) ale ja już nie mogłam się doczekać,żeby je pokazać.

A oto moje krepinowe kwiaty;)





Nie mam jeszcze pączków,łodyżki trzeba poodcinać,ale to dopiero jak będę układać bukiet.

A teraz zwykły okrągły koszyk z papierowej wikliny malowany kawą.
Miał być do tych róż,ale okazał się za wielki i musiałabym jeszcze tydzień spędzić z krepą w rękach.




Rozpisałam się dzisiaj,ale uwierzcie,musiałam się pochwalić;))
Teraz wsiadam w srebrną strzałę i jadę;))
Później pooglądam Wasze nowe dzieła.
Buziaki dla wszystkich;)